wtorek, 12 kwietnia 2016

Domek z ogródkiem.


Przedmieścia jednego z polskich miast, dom jednorodzinny, sierpniowe przedpołudnie.

W końcu ślepo zakończonej uliczki, na sennym osiedlu domków jednorodzinnych widzimy niewielki dom otoczony ogrodem. Bujna zieleń wprost się wylewa zza ogrodzenia...
Ciszę przerywają tylko trele ptaków i daleki odgłos kumkających żab. Domek jest drewniany, kryty tradycyjną, czerwoną dachówką. Okna stare, nieco zmurszałe. Ogród za to spory, wybujały, jakby nieco zapuszczony. W każdym razie właściciele nie dbają o  przycinanie krzewów, winnej latorośli i innych pnączy, które swobodnie przelewają się przez wysoki, ceglany mur otaczający posesję.
Słowem, oaza spokoju i ciszy...

Przedmieścia jednego z polskich miast, dom jednorodzinny, sierpniowe popołudnie.

W cichej, opisanej wyżej uliczce pojawia się kilka dziwnych cieni.
To trzech wysokich i barczystych mężczyzn, na ugiętych nogach, cichutko przemyka pod murem otaczającym posesję. Są ubrani na czarno, na oczy mają nasunięte kaptury, na plecach spore plecaki.
Przystają pod szczególnie bujnie rozrosłym pnączem najwyższy szepce:
- Dobra chłopaki, teraz cicho, wchodzimy po pnączu, potem prościutko do ścieżki i do domu, tam wiecie
(tu wyjął zza paska długi nóż) - rach ciach, potem pakujemy co się da, przetrząsamy meble, okupujemy ściany, sami wiecie - nie pierwszyzna.
- Sprawdził, czy łone som same? - wyraził wątpliwość jeden z pozostałych...
- Oczywista rzecz, że sprawdziłem, to tylko trzy starowinki, pod 80'-tkę co najmniej, no, do roboty! 
Pozostali zachichotali cicho i pokiwali łbami...
Cała trójka raźno zabrała się do realizacji planu.
Przeleźli sprawnie przez mur, wylądowali miękko, skoczyli do przodu.

Pierwsza niespodzianka zupełnie ich zaskoczyła.
Już po kilku krokach środkowy z bandytów zakwiczał nagle jak zarzynane zwierzę i zapadł się pod ziemię. Dosłownie - jakby wpadł do studni.
Kwik strachu urwał się zaraz potem. Pozostali wyhamowali gwałtownie, szybko dochodząc do postrzępionej dziury ziejącej w murawie. Widok jaki ich powitał spowodował, że zatrzymali się z opadłymi szczękami, pobledli. Dłuższą chwilę, bez ruchu czy słowa wpatrywali się w klasyczny "wilczy dół"
- trzymetrowej głębokości, którego dno najeżone było dziesiątkami szpikulców...
Teraz kilkanaście z nich przesłonił ciemny kształt ciała... Nawet nie pomyśleli by schodzić i sprawdzać czy żyje, było widać, że nie. Przywódca zacisnął pięści i słyszalnie zazgrzytał zębami. Już wyobrażał sobie, co zrobi z właścicielkami domku... Ruszyli ku domkowi, tym razem dużo ostrożniej.
Trzeci zginął po przekroczeniu progu.
Szef, jedyny w grupie, który skończył podstawówkę wolał nie ryzykować.
I słusznie...
Wybite kopniakiem drzwi ujawniły dziwaczny, skomplikowany mechanizm. Spod podłogi nagle wychynęło ostrze zardzewiałej kosy! Nadziany na kos jak krewetka na wykałaczkę..., drab zadrgał konwulsyjnie, zatańczył, zajęczał, ścichł i zmarł.
Przywódcy nagle przestało zależeć na dobrach trzech staruszek, które tak długo podglądał z pobliskiego drzewa... Nagle wizja ściągania z palców złotych pierścieni (a nosiły ich ostentacyjnie dużo) przestała się kalkulować. Obrócił się by odejść.., i od razu nadział na widły, trzymane wspólnie przez dwie ze staruszek!
Wrzasnął z bólu i zaskoczenia! Jakim cudem zdołały go podejść tak niepostrzeżenie!
Próbował się cofnąć... W tym samym momencie poczuł sztywne palce dotykające jego ramienia, a kątem oka złowił jeszcze błysk światła odbity na ostrzu kuchennego tasaka.

Przedmieścia jednego z polskich miast, dom jednorodzinny, późny wieczór tego samego dnia. 

Mały drewniany domek, z komina bije białawy, gęsty dym, w dymie niesie się na okolicę zapach świeżego pieczystego. W okolicznych domach ludzie zamykają szczelnie okna, żegnają się trwożliwie, zasłaniają zasłony i  sypią sól na progach...
W domku na końcu drogi trzy staruszki siedzą przy suto zastawionym stole..., ogryzają do kości swoją zdobycz, dwie inne, w lodówce, czekają na swoją kolej...

Przedmieścia jednego z polskich miast, dom jednorodzinny, późny wieczór...

Spójrzmy ostatni raz na ogródek za domkiem, grządki pielą się aż miło, kwiecie mieni się we wszelkich odcieniach tęczy, drzewa rozrastają się i pełne są czerwonych lub złocistych owoców.
Wprawdzie, nie możemy patrzeć na to, co jest pod spodem, ale może to i lepiej...








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz