niedziela, 18 września 2016

Wspomnienie...

Opancerzony ciężki krążownik floty, ostatni okręt wielkiej armady 
Federacji Ziemskiej, rok standardowy 12.684,
Peryferia Wszechświata, około 100 lat świetlnych od Galaktyki Peryferyjnej 
Omega 123, w drodze do sekretnej bazy Floty na orbicie księżyca układu 
Omega 129.000 001.
Podróż z prędkością 0,5 prędkości światła. 
Mostek. 

Jestem nadzorcą, gratem, androidem z żywym mózgiem w tytanowo - ceramitowej 
puszce, żyję w jednym celu - muszę doprowadzić (śpiące głęboko) ostatki populacji
ludzkiej do tajnej bazy na orbicie jednego z odległych księżyców, na samym skraju
znanego nam kosmosu...

Byłem kiedyś oficerem kartograficznym, najpierw kapitanem krążownika Floty Kartograficznej - wielkiej ziemskiej Federacji, potem Głównym Inwentaryzatorem
w Bazie Głównej Floty Kartograficznej Federacji... 
Tak, a teraz nie mam nawet własnego ciała..., wiele części utraciłem w czasie ostatniej 
z wojen, wiele innych, po prostu rozpadło się w czasie podróży...
Bowiem lecimy już ponad trzy stulecia. Dla śpiących w inkubatorach - niemal 
martwych, na granicy śmierci ale..., a jednak..., żywych, dla nich nie ma problemu. 
Zestarzeją się ledwie pięć lat...
Ja..., ja staram się nie zwariować... 
Mój mózg dotrwa do końca podróży i niewiele dłużej, a gdy i on wysiądzie, 
odejdę tam, gdzie odchodzą wszyscy martwi, może nigdzie, może gdzieś, szczerze 
mówiąc teraz, gdy jestem już tylko cieniem siebie, niewiele mnie to obchodzi...  

Nie możemy podróżować zbyt szybko, mogłoby nam zabraknąć paliwa, albo 
wysiadłby kamuflaż elektroniczny, upodabniający nas do asteroidy... 
Od trzystu lat lecimy z wyłączonymi silnikami...
Początkowo plan był inny, ale po serii skoków nad-przestrzennych 
dwakroć musieliśmy walczyć z Garranami, ostatnią z ras, które odkrył Zwiad
Kartograficzny. Gdy z flotylli 7 okrętów - w wyniku sześciu ciężkich bitew 
pozostał tylko jeden..., plan, oczywiście, uległ radykalnej zmianie.

Mam przed sobą jeszcze 200 standardowych lat podróży... Właściwie pokładowa 
SI mogłaby mnie zastąpić, ale zwyczaj nakazywał pozostawić jednego świadomego
człowieka na stanowisku nadzorcy.

Wyciągam z szuflady kolejne kryształy pamięci - Zwiadu Kartograficznego - historii
rozwoju i upadku Federacji..., trzeba oderwać umysł od rzeczywistości, poszybować 
ku wspomnieniem...

*** 

Zapis Kryształu F, 22368683856572921, 
źródło zapisu: wszczepy biotyczne dowódców flotylli
oraz pokładowej SI, do czasu zniszczenia okrętu flagowego. 
Dołączono rekonstrukcję - animację wydarzeń z perspektywy 
czasoprzestrzennej.


Flotylla Zwiadu Kartograficznego w składzie: 
- 5 ciężkich krążowników eskorty zwiadu, pod dowództwem Kapitana 
Jorla Kgresse, 
- 3 lekkie krążowniki kartograficzne, dowodzone przez majora Georga Fanga,
- Lotniskowiec zwiadu.  

Galaktyka Sigma 2245, Układ Sigma A 2297969. 
Rok standardowy 8.324
Mostek Majora Georga Fanga.

- Majorze, zarejestrowaliśmy ruch w kwadrancie trzecim, w pobliżu podejrzanego 
księżyca piątej planety układu!
- Zdefiniuj "ruch" poruczniku Krel.
- Tak jest panie majorze: obiekt klasyfikowany wcześniej jako asteroida zmienił kurs 
i poleciał ku powierzchni księżyca, najpierw nagle przyspieszył, a po wejściu 
w atmosferę zwolnił i zgubiliśmy go w radarze!
- O, w takim razie, wydajcie rozkaz zatrzymania flotylli około miliona km od księżyca, rozpocząć skan laserowy, zbudować mapę przestrzenną powierzchni.
- Tak jest, już przekazuję rozkaz.
Major służył już we Flocie Kartograficznej niemal trzy dekady, lecz życie wciąż 
go zaskakiwało. Miał już sztuczne nogi i lewe ramię, sztuczne serce i wątrobę, 
wiele śrub i łączeń kośćca... i szczerze czuł, że wkrótce wzbogaci tę kolekcję protez...
- Stan skanu, poruczniku?
- Skan niemożliwy, wygląda na to, że wokół księżyca mamy jakieś pole siłowe, 
na tyle gęste, że odbija wiązki laserowe...
- Proszę zatem wysłać automatyczne myśliwce Tajfun 914, eskadra standardowa.
- Tak jest majorze! - porucznik Krel wydał stosowne rozkazy.

Z lotniskowca flotylli oderwały się cztery niewielkie jednostki, z ogromną 
prędkością zbliżając się do podejrzanego księżyca.
Nie doleciały.
Około 100 tys. km od celu nagle na przeciw nich uaktywnił się dziwny obiekt, 
dotąd nieczynny, lub zbyt dobrze zakamuflowany i odpalił mrowie rakiet 
taktycznych!
Według pokładowych SI flotylli kartograficznej na każdy myśliwiec przypadło 
ponad 200 pocisków! Mimo obrony, wabików i świetnej trajektorii uników, mino, 
że myśliwce próbowały natychmiast zawrócić, żaden nie przetrwał.
Wokół księżyca nagle ujawniło się dziesięć kolejnych obcych okrętów, na oko klasy ciężkich kosmolotów bojowych (tonażem blisko pięciokrotnie przekraczających tonaż ciężkich krążowników eskadry flotylli kartograficznej...), w tym dwa, za rufami flotylli Federacji...
- Panie majorze, jakie rozkazy!? - drżenie w głosie porucznika nie przystawało 
do rangi, ale w tej sytuacji...
- Zapisać dane i wystrzelić 80 % kapsuł alarmowych do Bazy Sigma 3, pozostałe 
zachować, gdyby istniała potrzeba zakamuflowania ich i pozostawienia w przestrzeni 
do przybycia posiłków!
- 80 %? Majorze, to prawie 1000 kapsuł!
- Poruczniku..., sam pan widział, co się stało z myśliwcami, ich rakiety mają 
autonomiczne systemy naprowadzania, a ich liczba, liczba okrętów..., tonaż..., 
to z pewnością nie jest tylko jeden księżyc z niewielką cywilizacją typu technicznego, 
to albo jakaś baza, albo przyczółek obcej floty. Są też agresywni, mimo, 
że nie stanowimy dla nich zagrożenia... Musimy poinformować dowództwo. 
Musimy! Proszę nie dyskutować - podniósł głos, bo porucznik już otwierał usta...
- Przekaże pan - poruczniku Krel - do wszystkich jednostek flotylli: alarm czerwony, próbujemy wycofać się z układu, impulsowa, 0,1 prędkości światła i uciekamy 
ku słońcu, potem zwrot ku najbliższej Bazie i gdy tylko wyjdziemy z układu, 
natychmiast odpalamy napęd nad-przestrzenny! Krążowniki osłony lecą z tyłu, 
muszą spróbować nas ochronić! Strzelać tylko w samoobronie, najważniejszy 
jest powrót.

Nagły manewr flotylli nie zaskoczył obcych. Gdy okręty Federacji ruszyły, 
na ich spotkanie wystrzelono łącznie 8000 rakiet taktycznych! 
Okręty wroga także ruszyły za uciekającmi. Otoczenie flotylli w kilka minut 
po salwie rozjarzyło się morzem eksplozji. Antyrakiety, wabiki i działka laserowe
próbowały przechwycić pociski wroga. Mimo zgranej obrony, ponad tysiąc rakiet
wyrwało się spod ostrzału obrońców... Okrętom Federacji został już tylko ostrzał 
z krótkiego dystansu, z natury mniej skuteczny, biorąc pod uwagę prędkość rakiet, 
oraz pola siłowe, jednak i ich generatory nie miały niewyczerpanych pokładów 
energii...
Jako, że rakiety wroga miały własne systemy naprowadzania, zmieniały kierunek 
ataku by znaleźć się w okolicach ruf okrętów Federacji - najsłabszego punktu obrony, 
za wylotami silników...
Mimo rozpaczliwych manewrów, mimo wciąż trwającej obrony, pięć potężnych 
eksplozji wstrząsnęło kosmosem - oto znikły 4 ciężkie krążowniki i lotniskowiec 
flotylli kartograficznej!

Wstrząsy rzucały przypiętymi do foteli oficerami na mostku okrętu flagowego 
flotylli, eksplozja najbliższej jednostki osłony wprawiła lekki krążownik 
zwiadu w ruch wirowy wokół osi, który wyhamować dało się dopiero po piątym 
obrocie... Stracili prędkość, uszkodzenia poszycia z pięciu trafień pociskami 
nieznanego wroga zniszczyły moduły silnika odpowiedzialne za skoki 
nad-przestrzenne...
Nie uciekniemy - uświadomił sobie major Georg Fang.
- Poruczniku Krel, natychmiast odpalić wszystkie kapsuły, pozostawicie jedną, 
dołączcie generatory pola siłowego i kamuflażu taktycznego, ma przetrwać 
ewentualne zniszczenie okrętu! Niech rejestruje wszystkie dane!
- Czy kapitan floty osłony żyje? - spojrzenie porucznika wyjaśniało wszystko - ekhm,
jeśli nie, ostatni krążownik osłony ma natychmiast zająć pozycję od strony ruf
lekkich krążowników kartograficznych - wszyscy żywi na stanowiska dział 
laserowych, szykować się do obrony!
Porucznik Krel niezwłocznie wykonywał i przekazywał rozkazy, flotylla znów 
ruszyła...

Za późno.

Wykorzystując zamieszanie związane z eksplozjami okrętów, obcy zbliżyli się do
flotylli i odpalili drugą, a zaraz potem trzecią salwę rakiet!

Porucznik Gerd Kef, szef obrony flotylli, zbladł jak ściana...
- Majorze, majorze..., oni... - nie mógł wydobyć głosu - machnięciem ręki pokazał 
na hologramie, co ma na myśli. Teraz wszyscy na mostku zrozumieli, 
że czkać mogą już tylko na śmierć. Do resztek flotylli kartograficznej zbliżało
się bowiem 16 000 samonaprowadzających rakiet...
- Ostatnią kapsułę wyrzucić w przestrzeń, już! - krzyczał major, zupełnie nie przejmując 
się przerażeniem, przebijającym spod rozwibrowanego wrzasku...

Mimo maksymalnych wysiłków obsługi obrony flotylli, mimo szaleńczego 
wręcz poświęcenia podporucznika dowodzącego ostatnim z okrętów osłony zwiadu, 
kolejne okręty trafiane wieloma pociskami, co i rusz zamieniały się bezgłośnie 
w ogromne kule ognia! Po wszystkim, niemal 7000 rakiet zawróciło i podążyło 
do wyrzutni obcych okrętów..., można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia 
z żywymi istotami, a przynajmniej SI... Okręty nieznanego napastnika nie ścigały 
kapsuł..., po przechwyceniu rakiet zawróciły i wkrótce znów stały się niewidoczne... 
W przestrzeni zawsze panuje cisza, ale teraz zapadła i ponura ciemność, po flotylli 
zwiadu kartograficznego Federacji nie pozostał żaden ślad - poza kapsułami, 
oczywiście.

*** 


Wizualizacja zakończyła się, zatem wymieniam kryształ pamięci na kolejny i...


C.D.N.


 






 

piątek, 16 września 2016

Legenda o smoku wawelskim - wersja bez cenzury....

Dawno temu, pod Krakowem - grodem wielkim i warownym - w jamie przepastnej,
osiadł straszliwy potwór.

Potwór przypominał nieco dinozaura, skrzydlaty, z szyją dość długą i łbem 
tyranozaura, pokryty jadowicie turkusową łuską ze złotymi plamami. 
Od ogona do łba miał długość 10 ludzi leżących na wznak (jak zazwyczaj leżeli, 
gdy już ich dopadł).

Niewątpliwie złośliwym stworzeniem potwór był - 
napadał na podróżnych
i karawany, deptał, machał ogonem, pożerał i rozszarpywał wszystko, co się 
ruszało, a resztę zanosił nad wysoki brzeg rzeki i wrzucał w jej nurt. 
Za jedno mu było - pan, mieszczanin, kupiec czy rolnik, krowa, świnia, czy koń,
wszystko i wszystkich zjadał ze smakiem. Szczególnie zaś lubił polować na rycerzy.
Zrzucał im na głowy spore kłody lub nadrzeczne skały, po czym siadał na pancerzach 
i powoli wyciskał ludzi jak, nie przymierzając, pastę rybną wyciska się z metalowej 
tuby. Zresztą, konsystencja wyciśniętego rycerza niewiele się od pasztetu różniła... 
Prędko rycerze przestali witać w okolice Krakowa, zaś miejscy wojacy starali się 
w ogóle nie wychodzić z domów...

Władca okolic, książę Krak - do depresji przywiedzion - 
wydał był edykt 
następującej treści:

"Kto by poczwarę nękającą 
księstwo 
zamordować raczył, za tego córkę mą wydam 
i pół księstwa oddam (w dożywotnią dzierżawę). Za przykład musi jednak ów 
śmiałek, przynieść mi łeb smoka, a przynajmniej ze sto łusek z jego boków, tak 
złotych jak i turkusowych."

Posłańcy korzystając z porannej mgły rozjechali się po świecie 
w poszukiwaniu
takiego, który by smokowi zdzierżył.
Wkrótce też straszydło miało używanie, zwłaszcza bawiąc się w rycerzy wyciskanie...
Nic nie dały wszelkie podstępy, smok jak żył, tak żył, tylko brzuch mu urósł.
Latał coraz rzadziej, coraz częściej atakując rycerzy z zaskoczenia, płynnym 
ogniem zalewając i pieczyste pojadając.
Krak oglądając te klęski z murów zamku chciał samojeden w zbroję się przyodziać 
i na smoka ruszyć, jednak żona mu ten plan wyperswadować zdołała - w czym, czego 
legenda oficjalna nie głosi - sporym atutem był wałek do ciasta i butelka zamorskiego koniaku - na zmianę księciu pod nos podtykana - na znanej zasadzie kija i marchewki.

Wówczas do księcia zaanonsował się miejski szewc, nie tam, żaden szewczyk 
bohater bajań - lecz sinonosy, gruby jak beczka, na krzywych krótkich nóżkach 
- sam sławetny - Skurczybyk Jan Zenobi - któren choć jak noc bezgwiezdna brzydki 
fachowcem był nie lada, sławnym od gór po pomorze.
- Książę Kraku, oto mam na smoka sposób - rzekł był Skurczybyk Jan Zenobi, 
a Krak spojrzał nań z nadziei cieniem.
- Tak książę, mam sposób znakomity - słyszał jam o zamorskiej krainie, gdzie 
smoków takowych jak nasz latały niegdyś dziesiątki, a dziś nie ma już żadnego, 
chyba, że te, co uciekły - jak nasz... Oto, Książę, jest mój sposób - trzeba wziąć 
rycerzy dziesięciu, najlepiej przyjezdnych, zapić ich w trupa - i to dosłownie, 
potem wlać w ich gardła tyle trunków najmocniejszych, żeby nieomal pękali, 
usta zaszyć, otwory ciała pozatykać, a potem ścierwa w konserwach pancerzy
smokowi podrzucić. Ten, jako że ogniem zieje, gdy się porządnie opije, zacznie 
wkrótce czkać płynem wysokiej łatwopalności... Z tego com słyszał, skutki będą 
spektakularne!
Krak zamyślił się, pokiwał głową - i plan zwabienia rycerzy z szewcem obgadywać 
zaczął...
Niestety, choć bardzo się starał, żaden zamorski wojownik nie chciał przekroczyć 
granic księstwa, zbyt wielu widziało z daleka, jak smok traktuje ich druhów...
Szewc jednak, będąc człowiekiem lotnego umysłu, w porozumieniu z doradcami 
księcia wygrzebał z piwnic wawelskich 10 starych zbroi, wyszmelcować je kazał, 
po czym - za pozwoleniem Kraka ogłosił, że pierwszych dziesięciu śmiałków, 
którzy przyjdą do zamku w pełni dnia i zjedzeni nie zostaną, móc będą 
zasiąść przy stole i jadać przez miesiąc z samym Księciem i jego piękną 
(jak na ówczesne standardy) córką. W jeden dzień uzbierała się pełna pula. 
Miesiąc pili za księcia, w końcu, gdy już nic niemal nie czuli, spił ich w trupy 
sam szanowny Skurczybyk Jan Zenobi. Potem zapakował nieszczęśników w zbroje, 
wódką napełnił do granic, co trzeba zaszył, a następnie pod zamkiem, blisko jamy 
smoka truchła ustawić kazał, rozrzucając dla wiarygodności, sporo jadła wszelakiego
 i kilka butelek przedniego węgrzyna...

Krak patrzył na to wszystko z niepokojem, trąc jednak silnie potylicy okolice, 
po wieczornej dyspucie z żoną, której niezbyt przypadł do gustu potencjalny 
przyszły mąż dla wychuchanej córki..., ale cóż, słowo się rzekło, a smok..., 
smoka trzeba było się pozbyć, bo księstwu już w oczy zaglądało, regularne
bankructwo! 

Rano..., cały Kraków stał na murach...

Smok dość długo kazał na siebie czekać. Objedzony rycerzami, gruby jak bąk, 
wychodząc czkał, bekał i pierdział tak straszliwie, że ludziom na blankach murów 
robiło się niedobrze. 
Potwór w końcu zauważył rycerzy i wyszczerzywszy się na ludzi dym z nozdrzy 
puścił, a potem skoczył (a raczej skoczyć próbował), potknął się, podreptał, dopadł 
rycerzy i na oczach wstrząśniętego tłumu, zauważywszy, że nieprzytomni, zamiast wyciskać ze zbroi (co czynił jedynie na żywca), tym razem po prostu wyssał ich 
ze zbroi, siorbiąc przy tym i mlaskając tak, że kilkorgu z widzów trzeba było udzielić pierwszej pomocy - omdleli bowiem i pospadali z murów, szczęściem w większości 
- do wewnątrz...
Smok już po piątym wysysaniu zatoczył się lekko, zaryczał uradowany, po czym 
powrócił do konsumpcji z jeszcze większym zapałem. Gdy wyssał już wszystkich, 
oczki mu mocno zmętniały, dym z nozdrzy się puścił jak nigdy, bo różowo biały... 
Smok zaś brawury nabrawszy, chciał zionąć ogniem na mury.
Płynu palnego nabrał w usta... ... ... nagle... ... ..., zaczerwienił się na pysku, napiął 
cały i czknął potężnie!
Huk wstrząsnął murami zamku, poniósł się echem grzmotu po smoczej jamie,
z pyska potwora zionął strumień białego płomienia, a on sam jak z procy wystrzelon, 
dupą na przód poleciał wprost w pobliski bór! Impet odrzutu był taki, że wpadłszy
w las smok połamał go na wiele wiorst w głąb..., 
a potem... 

!!!! EKSPLODOWAŁ !!!!


Krak z fascynacją patrzył na kawałek smoczej szczęki, który doleciawszy do muru zdmuchnął zeń niedoszłego zięcia - samego mistrza wśród szewców i pijaków 
- Skurczybyka, Jana Zenobiego!
Pochowano go później z honorami, najpierw jednak Krak rozkazał zebrać szczątki 
smoka, szczególniej zaś łuski - słusznie mniemając - że te będą na zamorskich rynkach 
sporym rarytasem, jak to szczątki gatunku zagrożonego wymarciem...

Tak oto Wanda uniknęła szpetnego męża, Krak się nielicho wzbogacił, a smok, niestety ostatni już na świecie, przeszedł do legendy (tej, ocenzurowanej...).

Koniec.




sobota, 6 lutego 2016

Kolonia cz. 3.

Galaktyka R 445, rok standardowy 23.426, Terytorium Federacji Cloa.
Układ podwójny 4, trzy – niezamieszkałe planety układu i sztuczny 
satelita, mieszkańcy – Kolonia rasy Zamamrgol.

14.34 Czasu Standardowego.

Stan Obrony Kolonii Zamamrgolan, po odparciu ataku myśliwców Obcych,
zapis z pierwszej fali Dronów Alarmowych Kolonii:

- Dwa lekkie Krążowniki Floty - uszkodzenia w dopuszczalnych granicach 
11% poszycia burtowego, brak osłon siłowych, około 40% zapasów amunicji.
- Dwa Pancerniki Floty z Tarczami skutecznymi na około 60 i 80%
- 4794 Drony Obronne Floty i 12 500 Dronów Obronnych Fortów Obronnych.
- 34 Myśliwce Obronne.
- 10 Fortów Obronnych, uszkodzenia minimalne, osłony czynne na 8 jednostkach.
- Kolonia po bombardowaniu wykazuje sporo uszkodzeń powierzchniowych, 
większość generatorów pola uszkodzonych, maksymalna czynność do 40% mocy wyjściowej. 
- Straty wśród mieszkańców cywilnych – 600 Zamamrgolan, i 130 Ludzi, rannych:
3 458 Zamamrgolan i 12 Ludzi.

Straty bojowe:
- Oficerowie Obrony - poległ honorowo dowódca Floty Obronnej Półkownik Bloom,
trzech podoficerów i załoga, a także dowódcy w stopniu poruczników dwóch lekkich Krążowników Floty (Porucznik Garvel, oraz Porucznik Zannafag), wraz z zastępcami
i załogami. Zniszczono 4 Fort Obronny, zginęli wszyscy na pokładzie.
W walce kołowej myśliwców zestrzelono 26 z 60 maszyn Floty Obronnej.

Dane dotyczące Floty Obcych (nie udało się rozpoznać rasy, 
ani nawiązać kontaktu):
Pierwotny stan Floty Obcych wskazuje na dwie rasy lub dwie generacje 
okrętów:
- „czarne” jednostki w składzie: 6 kosmolotów o tonażu blisko 3 000 000 ton, 
20 ciężkich krążowników, oraz 24 krążowniki lekkie pełniące także funkcje 
lotniskowców; myśliwce - dotąd użyto trzech fal w pełnym składzie 450 maszyn.
- „srebrne” w liczbie 4 lekkich krążowników, 6 lotniskowców i 400 myśliwców zarejestrowanych w pierwszej fazie ataku.

Dane dotyczące strat Floty Obcych do momentu wysłania 
Dronów Alarmowych:
- w pierwszej fazie ataku zniszczono wszystkie jednostki należące do klasy „srebrnej”.
- w drugiej fazie pięciu Kosmolotów o największym tonażu, jeden z nich został unicestwiony podczas manewru Przeskoku Taranującego okrętu flagowego 
Pułkownika Blooma.
Innych Strat całkowitych wróg nie poniósł, uszkodzono jedynie generatory pól
siłowych trzech z pięciu kosmolotów, uszkodzenia dwóch z nich rodzą jednak 
nadzieję na wycofanie ich z dalszego przebiegu działań.
- W Trzeciej fazie bitwy zestrzelono 328 z 450 myśliwców wroga.
- Obcy szykują się do zmasowanego ostrzału pozycji Obronnych, prosimy o Pomoc,
SOS, SOS.

Do zapisu podstawowych danych wraz z załącznikami technicznymi i imiennymi listami ofiar, dołączono zapis z Dronów Obserwacyjnych / skanów laserowych 
i odczytów radarowych.
 

***********************************************


Galaktyka R 445, rok standardowy 23.426, Terytorium Federacji Cloa.

Lot podprzestrzenny, Kosmolot dowodzenia Akcji Ratunkowej, Bazy 
Alfa Centauri 3.
Na pokładzie Stratedzy - Władysław Korzenny i Ronny Bloom, oraz 
Dowódca Floty, Generał Arkadiusz Walezy, a także Przedstawiciel Floty 
Ratunkowej rasy Cloa: Gadak Gavek. Trwa przegląd i analiza taktyczna 
zapisów z Drona Alarmowego.

Do granicy Układu Podwójnego 4: 10 minut czasu standardowego lotu podprzestrzennego.

15.11 Czasu Standardowego.

„...(…), obraz z Dronów Obserwacyjnych daje szerokie ujęcie sytuacji - pokładowy hologram 5D - wspomaganie podczerwone i równoległe płaskie ekrany energetyczne, ukazujące obraz w odbiciu laserowym i radarowym...

Czas standardowy 13.50
Flota Obronna ostrzeliwana i ostrzeliwująca wroga, cofa się w stronę Fortów 
pod naporem nieustannie zbliżających się, ogromnych Kosmolotów obcej rasy. 
Z tego ujęcia bój wygląda niemal jak symulacja na uczelni, jednak patrzący zdają 
sobie sprawę z sytuacji, nie raz widzieli już bardziej dramatyczne zapisy ostatnich
chwil okrętów Floty...
Mimo Tarcz i osłon krążowników, mimo sporej skuteczności ostrzału sprzęgu 
taktycznego pięciu lekkich Krążowników Floty, Obcy nieustannie prą naprzód, 
ich straty są minimalne, zaś przewaga bojowa oczywista.

Czas standardowy 14.01
Następuje to, co nieuniknione, ostrzał wroga niszczy jeden z Pancerników, 
a dwa pozostałe nie mogą w pełni osłonić wszystkich Krążowników Floty. 
Dwie minuty później padają osłony na jednym, minutę później na drugim 
z Krążowników, oba, po kolejnej salwie z dział obcych nikną w gigantycznych 
eksplozjach uszkodzonych reaktorów... Tymczasem z szyku wypada ledwie
pierwszy z Kosmolotów wroga, nawet nie zniszczony, po prostu spowolniony 
licznymi uszkodzeniami poszycia, cofa się w głąb systemu.
Na przód wysuwa się z szyku Krążownik Dowodzenia Pułkownika Blooma, 
jest mocno uszkodzony, pola siłowe na wyczerpaniu, sygnatury napędu rosną 
w oczach, wszyscy wiedzą o co chodzi dowódcy. 
Następuje Przeskok - okręt dowodzenia niknie z oczu patrzących, następnym 
co widzimy, jest oślepiająca eksplozja Kosmolotu Wroga...
Dowódca zginął, lecz wywarł odpowiednie wrażenie, Trzy pozostałe Kosmoloty 
Obcych cofają się z nieskładnym szyku w głąb systemu, pozostałe okręty
Floty Obronnej mogą się spokojnie wycofać w obręb pola ostrzału Fortów Obronnych 
i zająć pozycje na obrzeżach ich formacji, w parach standardowych - Pancernik jako
osłona taktyczna i Krążownik Floty - dla ochrony krawędzi natarcia. 
Drony w liczbie 7544 Dronów Floty i 5500 Dronów Fortów Obronnych, rozesłane 
są by chronić nieosłonięte obszary nad Kolonią, Towarzyszy im 60 Myśliwców Obrony.

Czas standardowy 15.40.
Ledwie zakończono relokację sił Obronnych, do ataku przystępują trzy, 
następujące tuż po sobie przeloty eskadr Myśliwców Obcych, w rzutach po 
150 maszyn. Po pierwszym nalocie tracą ledwie 20 maszyn. Wkrótce zawracają
- dwa rzuty po 100 maszyn próbuje oskrzydlić formację Obronną, a 230 myśliwców 
atakuje od Frontu typując dwa Forty z lewej (od strony patrzących na zapis).
Mimo sprzęgu taktycznego, pole ostrzału ustawionych półkoliście fortów jest 
ograniczone, zatem atak myśliwców wcale skuteczny - Fort 4 ma uszkodzone 
niemal wszystkie generatory pola, występują pierwsze rozszczelnienia poszycia. 
Fort 5 wychodzi niemal bez szwanku i podobnie jak dryfujący z prawej Fort 3 
dokonują poważnego uszczuplenia sił wroga - do trzeciego nalotu przystąpi już 
ledwie 60 myśliwców... Trzeci atak kończy się jednak zniszczeniem Fortu 4, 
bowiem około 30 myśliwców wroga decyduje się na loty samobójcze...
Myśliwce atakujące z boków zostały zniszczone kosztem kilku tysięcy Dronów 
i aż 26 maszyn Myśliwców Obronnych...

Mimo siły ataku straty są stosunkowo niewielkie, zaś liczba maszyn wroga 
odwołanych w głąb systemu niewielka, być może dlatego następuje chwila 
wytchnienia dla Obrońców.

Czas standardowy 16.33
Z wszystkich Fortów Obronnych startują setki Dronów Alarmowych...”


Zapis z Drona kończy się, hologram wstrzymuje bieg. 
 

Generał Arkadiusz Walezy patrzy na współpracowników i przedstawiciela 
rasy Cloa.
- Czy zapis wymaga analiz?
- Właściwie nie, Generale - odpowiada gulgocząc w pancerzu /akwarium
- Gadak Gavek - mamy wystarczające siły, by odpędzić wroga atakującego 
Kolonię, o ile rzecz jasna, będzie tam jeszcze jakaś Kolonia... 
Wróg, jak by nie patrzeć, ma miażdżącą przewagę ognia i nadal, także tonażu 
swoich jednostek, poza tym, są to bez wyjątku jednostki mobilne. Z poziomu 
agresywności tego gatunku i ich taktyki - wynoszę, że nie pierwszyzna im dokonywać 
tego typu inwazji, a przestanki w działaniach bojowych mogą wynikać jedynie ze
skuteczności Obrony i konieczności modyfikacji planu działań. Tak czy inaczej, 
za 7 minut wychodzimy z podprzestrzeni - odlecę zatem na mój okręt flagowy. 
Proponuję Procedurę Oskrzydlającą, Wasza Flota ruszy pełną prędkością 
wewnątrz-systemową ku Kolonii, a my postaramy się odciąć im drogę odwrotu...
- Zgoda - odparł Generał - chyba, że panowie Stratedzy mają coś do dodania?
- Nie Generale, nie Dowódco Gadak, wasza propozycja jest dobra, wróg nie zna 
technologii dronów jak nasze, zatem nie sądzę, by wiedział o zbliżających 
się posiłkach. Nadto, nasze możliwości są więcej niż wystarczające, by go pokonać 
bez strat własnych... Jeśli mógłbym coś dodać, proponowałbym ostrzelanie 
przynajmniej jednego z krążowników Obcych działami paraliżującymi elektronikę 
i organizmy żywe na pokładzie - warto byłoby w ten sposób poznać naszego
przeciwnika...
- Dobra myśl - odparł Gadak Gavek.
Generał tylko skinął głową.

************************************ 


Galaktyka R 445, rok standardowy 23.426, Terytorium Federacji Cloa.
Układ podwójny 4, trzy – niezamieszkałe planety układu i sztuczny satelita,
mieszkańcy – Kolonia rasy Zamamrgol.

1000 kilometrów od Sztucznego Satelity – Kolonii rasy Zamamrgol.

Flota Ratunkowa Federacji Ludzi w składzie:
- 16 Kosmolotów rakietowych klasy Tajfun 4, tonaż jednostek 1 450 000 ton,
- 38 ciężkich i 54 lekkie Krążowniki Floty ( kolejno 800 i 300 tys., ton tonażu ),
- 12 lekkich Lotniskowców Floty / po 40 myśliwców na okręt.
Łączny stan Myśliwców: 480 maszyn.

Kosmolot dowodzenia Floty Federacji Ludzi, Mostek.
Na Mostku Dowódca Floty, Generał Arkadiusz Walezy 
oraz androidy bojowe XI klasy, zastępujące podoficerów, 
kierowane łączem laserowym SI X generacji.

Czas Standardowy 15.53

Generał Walezy patrzy w szoku na rabunek wraku Kolonii Zamamrgol.
Przybyli za późno, po obrońcach zostały ledwie trzy dryfujące w przestrzeni 
wraki Fortów i jednego z Krążownika floty..., nie ma na nich oznak życia.
Oznaki życia Kolonii słabną z minuty na minutę, sygnatury cieplne obcych łatwo 
odróżnić od sygnatur Zamamrgolan i Ludzi, najwyraźniej trwa bezkompromisowa 
rzeź cywilnej części Kolonii...

„Niedoczekanie” - myśli generał - „niedoczekanie wasze, pierdolone gnoje - nie
zabierzecie stąd nikogo i niczego, nie odleci nawet jeden okręt, wyplenię was jak 
robaki, jebane szkodniki...”
Rozkazuje SI przekazać na pozostałe pokłady - niemal zautomatyzowanych 
jednostek klasy Tajfun 4 - by włączyły osłony zakłócające namiary radarowe 
i laserowe, oraz maskowanie optyczne. Następnie rozkazuje rozstawić się 
Kosmolotom rakietowym tak, by objąć polem ostrzału wszystkie wielkie 
kosmoloty wroga i ich krążowniki, lotniskowe każe obstawić i obserwować 
reszcie Floty, w razie wysłania z nich myśliwców rozkazuje oszczędzać 
własnych pilotów i ostrzelać wroga z fazerów Krążowników..., gdyby zaś 
próbowali uciekać, dobrze zamaskowane Krążowniki mają podążać za nimi 
w bezpiecznej odległości..., atakować tylko, gdyby próbowali zawrócić...
„Tak” - myśli generał - „lotniskowce / lekkie krążowniki pozostawię Cloa, 
niech mają odrobinę zabawy, a obcy niech zadrżą przed śmiercią na myśl 
o naszej potędze..., o tym jak głupim było posunięciem atakować Kolonię”...

Kosmoloty rakietowe klasy Tajfun 4 zajęły pozycje i jednocześnie zrzuciły 
maskowanie elektroniczne... 


*************************************
 

Naaka siedział wygodnie, lekko stroszył kolce okalające głowę, szczerzył zęby 
w zadowoleniu - oto pokonał kolejnego wroga, a zdobycz..., ach, oczekiwał 
nagrody, bezwzględnie, otrzyma Kititr, albo nawet prawo do drugiej żony, 
kto wie... Poniósł wprawdzie straty, jednak zapis bitwy będzie wystarczającą 
rekomendacją, Obcy byli waleczni i nie obliczalni w odwadze, to honor zabijać
takich obcych, ale i konieczność, będzie trzeba poszukać reszty kolonii tych 
stworzeń, nie można odpuścić, byliby bowiem sporym zagrożeniem dla jego Rasy, 
dla Jego Imperium...
Tak, dlatego kazał zabić wszystkich na satelicie, a na koniec, gdy już zabierze 
wszystkie cenne dane i materiały, zniszczy samego satelitę..., to powinno skutecznie odstraszyć ich pobratymców.

Z marzeń wyrwał Naakkę sygnał alarmu zbliżeniowego!
W odległości ledwie 60 km od jego jednostek ujawniło się, jakby wyleciało znikąd, 
16 nieznanych jednostek o tonażu ledwie dwakroć mniejszym niż Jego Monitory..., 
nie miał czasu na myślenie, obcy natychmiast rozpoczęli ostrzał...

Kolejnego szoku doznał, gdy zobaczył liczbę wystrzelonych rakiet, te jednostki zagęszczeniem wyrzutni na burtach musiały przypominać sito! Do tego płynnie 
obracały się z burty na burtę wystrzeliwując wciąż nowe salwy - w każdej po 400
rakiet, i 400 i 400, dopiero po 4 salwach zaczęły się - z zadziwiającą prędkością 
- oddalać poza zasięg kontrataku, widać nie było za nimi innych jednostek! 
Pierwsza fala rakiet dotarła do burt Jego Monitora i innych maszyn Eskadry 
i poczyniły sporo szkód. Rozkazał wprawdzie kontratakować, rozkazał podnieść 
osłony bojowe, próbować zejść z linii ataku, ale wszystko za późno!
Druga fala rakiet ostatecznie zdezaktywowała osłony pola siłowego, trzecia 
podziurawiła Monitor tak, że czwarta...

Naaka nie docenił wroga, nie docen...

Monitor Naakki przestał istnieć w spektakularnej ekspolozji, a obok wybuchały 
właśnie inne Monitory, oraz 12 z 16 Ciężkich Krążowników Eskadry...

Kosmoloty klasy Tajfun 4 okrążyły pozostałe jednostki wroga i selektywnie wybierając cele, jedną salwą unicestwiły wszystkie pozostałe ciężkie Krążowniki...

Lookaael - dowódca lekkich krążowników / lotniskowców Eskadry Floty Rookot,
przetarł pysk ze zdumienia, kolce głowy położył po sobie w odruchu rozpaczy 
i strachu...
Przecież wygrali, wygrali..., a tu nagle okazuje się, że w systemie musiały 
być ukryte inne siły wroga, być może uśpione, a może była to zasadzka, 
dziwne wprawdzie, że oddali na zniszczenie tak liczną Kolonię, ale innego 
wytłumaczenia nie widział...
Jakąż siłą dysponuje wróg, który mógł poświęcić tak wiele, by uczynić ich 
ociężałymi z radości po wygranej walce...
Lookaael nie próbował wysyłać Myśliwców ani strzelać do dziwnych, 
jakże zwrotnych jednostek wroga, byli zbyt potężni, trzeba zwiewać - rozkazał 
więc taktyczny odwrót!
Pierwszy raz w historii Imperium Rookot, Flota bojowa podała tyły...
Owszem, zdegradują go za to, myślał Lookaael, może nawet odbiorą rodzinę, 
ale lepsze to, niż przestać istnieć!

Okręty Rookot w liczbie 24 lekkich krążowników rozpoczęły lot ku rubieżom układu..., 
nie zastanowili się nawet, czemu ich wróg zaprzestał ostrzału...


*****************************************
 

Czas standardowy 16.30, 120 tysięcy km od Kolonii rasy Zamamrgol...

Flota Ratunkowa Federacji Cloa, w składzie:
- 30 Kosmolotów rakietowych klasy Mojbon Jalla 2, tonaż jednostek 
1 700 000 ton,
- 45 ciężkich Krążowników Floty, tonaż jednostek 950 tys. ton.

Mostek Okrętu dowodzenia Cloa, w wannie bojowej, przypięty do uprzęży 
pływa Dowódca Floty - Gadak Gavek.

Gadak Gavek zwrócił się telepatycznie do podoficerów i dowódców okrętów:
- Oto przed nami konieczność spacyfikowania złych istot, które napadły na 
naszych koalicjantów Zamamrgol i Ludzi. Naszym niezbywalnym obowiązkiem
jest stanąć w ich obronie, a choć Generał Walezy zadał już wrogom poważne straty, 
w naszym interesie leży, by żaden okręt obcych nie wszedł w tunel podprzestrzenny...,
dlatego właśnie wpływamy im na strumień czasu, i zatopimy w Oceanie Kosmosu...
Musimy jednak wziąć jeńców, poznać wroga zanim podejmiemy kolejne decyzje, 
zatem rozkazuję zatopić ich ostrzałem energetycznym, porwać okręt na szczycie 
szyku, a potem wszystko zniszczyć.
- Czy musimy najpierw wszystkich zatopić w śnie szoku, o Panie? - spytał 
jeden z oficerów dowodzących Kosmolotem klasy Mojbon Jalla 2...
- Tak młodzieńcze - odpowiedział Gadak Gavek - rozumiem Twoje wzburzenie, 
to straszna rasa, jednak my musimy dochować naszych wartości, nie będziemy 
zabijać świadomych istot, zatem najpierw ich uśpimy, potem dopiero unicestwimy, 
odejdą nieświadomi.
- Rozkaz, Panie - rozległy się liczne telepatyczne głosy dowódców...

Okręty Cloa klasy Mojbon Jalla 2 odpaliły łącznie 700 rakiet z głowicami 
energetycznymi, które rozładowały generatory osłon lekkich krążowników 
wroga, po czym wystrzeliły z przednich dział energetycznych modulowanymi 
wiązkami subcząstek, które w mgnieniu oka pozbawiły przytomności wszystkie 
żywe istoty na pokładach wrogich maszyn.
Następnie trzy ciężkie krążowniki Floty Cloa okrążyły pierwszy z okrętów wroga
i dokonały abordażu, paraliżując układy statku, wchodząc na pokład i zbierając 
wszelkie potrzebne dane oraz nieprzytomnych obcych, po czym zamknęły pomosty
abordażowe i odleciały na bezpieczną odległość.

Dwadzieścia cztery silne rozbłyski, zakończyły istnienie okrętów i załóg obcych...
Nikt nie pozostał, by ostrzec siły Imperium Rookot...

Okręty połączonych Flot Ratunkowych Ludzi i Cloa powróciły do zniszczonej 
Kolonii, ewakuowały pozostałych przy życiu (120 tysięcy Zamamrgolan, i 1430 
Ludzi), następnie okrążyły satelitę i rozpoczęły metodyczny ostrzał gigantycznego 
wraku. Najmniejszy ślad nie mógł pozostać dla ewentualnych posiłków, wysłanych 
na poszukiwanie właśnie pokonanego oddziału wroga...

Koniec.










piątek, 5 lutego 2016

Kolonia cz. 2

Galaktyka R 445, rok standardowy 23.426, Terytorium Federacji Cloa.
Układ podwójny 4, trzy – niezamieszkałe planety układu i sztuczny satelita,
mieszkańcy – Kolonia rasy Zamamrgol.

Lekki Krążownik dowodzenia Flotą Obronną Kolonii rasy Zamamrgol.
Tonaż 300 tysięcy ton, załoga: 40 Ludzi, 3 Zamamrgolan, wbudowana SI
5 klasy, oraz 300 androidów typu humanoidalnego.

13.11 Czasu Standardowego.

Pułkownik Bloom niecierpliwił się. Wiedział, że drony alarmowe rozwijają
ledwie 1/2 prędkości światła, a choć są zdolne do podróży w podprzestrzeni, 
pierwsze posiłki dotrą najwcześniej za kilka godzin, ostatnie zaś najprędzej 
za tydzień...
Jednak nigdy wcześniej nie musiał utrzymywać wielogodzinnego napięcia 
V Poziomu Obronnego. 
Ba, nawet nie słyszał o takiej sytuacji.
Uaktywnione implanty załogi i androidów dostarczały setki informacji na minutę,
SI dokonywała wszelkich inspekcji napędu i sekcji bojowych okrętów, skanery 
laserowe biły w przestrzeń... Taki nadmiar informacji był dobry w czasie walki, 
lecz po ponad dwóch godzinach oczekiwania, tylko denerwował...

Sygnał Zbliżeniowy zadziałał na załogę, jakby nagle oblano ich lodowatą wodą.
A jednak, obcy...
Implanty rozsiane po organizmach Ludzi natychmiast wstrzyknęły w mięśnie 
odpowiednie wspomagacze, aktywowały nadprodukcję adrenaliny, a kombinezony 
bojowe podłączały wszystkie sekcje współpracy z fotelami obsługi dział 
i wyrzutni rakiet...

Pułkownik wysłał telepatyczny przekaz do podoficerów – „sprawdźcie 
odczyty kamer i satelitów wysokich orbit” - już po paru sekundach, 
na wyświetlaczach hełmu bojowego pojawił się obraz. 
A właściwie niewiele się pojawiło. 
Przez chwilę miał kłopot z odbiorem sprzecznych danych. 
Lasery skanujące i radary dawały obraz sygnatur bojowych ponad 50 okrętów 
kilku różnych klas, w tym 6 ogromnych jednostek, których nie miał jak nazwać
– w każdym razie, każdy miał tonaż 10 razy większy niż jego krążownik, 
i ponad 4-krotnie większy, niż pojedynczy Fort Obronny... 
Poza tym rozpoznawał jedynie sygnatury zbliżone do krążowników, lecz ponad 
20 należałoby do klasy, co najmniej Ciężkich Krążowników Floty, o tonażu porównywalnym z Fortami Obrony...
Najgorszym zaskoczeniem był jednak kolor większości jednostek wroga – były 
właściwie niewidzialne w przestrzeni kosmicznej, dodatkowo nadlatywały 
z takiego kierunku, by ich nie oświetlały systemowe słońca... Ten dysonans 
poznawczy, sprzeczność w komunikatach, kosztował go kilka cennych sekund, 
zrozumiał też natychmiast - jak przerażająca musiała być bitwa z wrogiem, 
gdyby nie mieli namiaru laserowego i opierali się wyłącznie na odczytach
klas energetycznych napędów... 
Wyłączył odczyt optyczny, wzmocnił za to skan laserowy.
Na korzyść Floty Obronnej Federacji wpływało niewiele, sądząc z odczytów 
drona alarmowego z Patrolowca - wróg przy takiej przewadze tonażu i liczbie 
okrętów - miogromną przewagę siły ognia, zapewne nierozpoznane jednostki 
były lotniskowcami, co także oznaczało setki, jeśli nie tysiące jednostek..., ale..., 
sądząc z szyku bojowego, najwyraźniej nie posiadali sprzęgu taktycznego, 
zatem będzie można koncentrować ostrzał na pojedyncze jednostki, 
gdy jednocześnie działa fazerów i plazmowe, drony i eskadry myśliwców odegrają 
rolę skoordynowanej obrony...
Niewielka pociecha, ale jego zadaniem było przede wszystkim opóźnić atak wroga 
na właśnie przemieszczane Forty Obrony, ostatnią redutę chroniącą Kolonię. 
Najbardziej zadziwiał go rozmiar floty przeciwnika, oznaczał, że nie mieli 
do czynienia z małą cywilizacją rzędu jednego lub kilku układów słonecznych. 
Być może w końcu, po tylu tysiącach lat eksploracji kosmosu, Federacja trafiła 
na inną wielorasową, rozbudowaną strukturę społeczną..., jednak na pewno nie była 
to struktura przyjazna poznawaniu nowych cywilizacji...
Rozmyślał dalej, jednak jednocześnie zadziałały odruchy płynące z wieloletniego 
szkolenia i doświadczenia bojowego – nie zapominał wydać telepatycznych rozkazów
wysunięcia się przed Forty, obrócenia wszystkich 8 okrętów na prawą burtę 
z wskazaniem na pancerniki...
Zastosował Procedurę 12, którą – o ile miał dobre informacje, Federacja musiała zastosować dotąd tylko raz... 
Pancerniki wysunęły się o kilkadziesiąt kilometrów przed Krążowniki i aktywowały 
pola siłowe. 
Już dawno porzucono stosowanie potężnych pancerzy dla tej klasy okrętów, 
stawiając na rozbudowę ich pól siłowych. Obecna VII generacja pancerników 
była tonażem porównywalna z lekkimi krążownikami, jednak niemal 1/3 tonażu 
stanowiły generatory pola, chroniącego nie tylko statki, ale i najbliższą okolicę, 
z możliwością sterowania układem pól w przestrzeni, w ścisłym związku z sprzęgiem taktycznym uzbrojenia taktycznego Krążowników Floty...
Teraz, pancerniki aktywując pola siłowe skierowały je tak, by wytworzyć szerokie 
tarcze od strony nadlatującego wroga i z boków formacji obronnej.
Utworzyli tym samym szyk znacznie szerszy niż wynikałoby z ich możliwości
(liczby jednostek), a przestrzenie pomiędzy tarczami niemal całkowicie wypełniały
pola skutecznego ostrzału dział i wyrzutni Krążowników.
Z kolei eskadry Myśliwców Obrony zajęły miejsce na tyłach, mając za zadanie
chronić rufy i napędy okrętów...
Wszystko zajęło jego załogom ledwie 8 minut i i tak ledwo zdążyli...

SI zameldowała o wykryciu fali myśliwców wroga, ponad 400 sztuk, które 
półkolistą formacją zaatakowały zarówno od strony tarcz, jak i próbując dotrzeć
do ruf okrętów.
Poruszony liczbą małych jednostek, natychmiast wydał rozkaz odpalenia wszystkich
dronów obronnych, ich łączna liczba przekraczała 10 tysięcy... 
2 tysiące skierował pod sprzęg taktyczny Myśliwców Obrony, kolejne skierował 
tak, by chroniły formację z dołu i od góry...
Nie miał zresztą żadnego wyboru, obcy mieli zbyt potężną flotę by można było
zastosować jakieś prostsze, standardowe rozwiązania..., a za plecami była tylko
jedna linia obrony nieruchomych fortów w liczbie zbyt małej, by mogły realnie 
ochronić Kolonię...
Jeśli posiłki nie przybędą w przewidywalnym czasie...

*

Naaka, dowódca eskadry Rookot, zaraz po wyjściu z podprzestrzeni połączył się 
z dowódcą Floty Zwiadowczej i zasyczał:
- Atakuj Grob, atakuj myśliwcami, wyślij wszystkie!
- Ależ Panie, wszystkie?
- Atakuj, bo was zestrzelę!
- Tak Panie – wężowy dowódca Zwiadu wydał rozkaz – to straszne – pomyślał 
– tyle ofiar..., nie ma już po co wracać do swoich, musi położyć tu głowę...
- Panie – dodał pospiesznie, widząc, że Naaka zamierza przerwać połączenie.
- Panie – pozwólcie mi zginąć z honorem i zaatakować wroga moimi okrętami 
w pierwszej linii!
Naaka przez chwilę z lekkim niedowierzaniem przyglądał się dowódcy Zwiadu, 
po czym skinął głową i bez słowa wyłączył się. Przyjął to wyjście z sytuacji, 
uznał, że dobrze się złożyło lepiej by ta niższa rasa jako pierwsza wysondowała 
możliwości i słabości taktyki obronnej obcych...
Włączył video wewnętrzne Eskadry i krzyknął:
- Wężowi polecą przodem, my lecimy tuż za nimi, gotujcie wszystkie wyrzutnie, 
gdy wężowi zginą, nie damy wrogowi ani chwili wytchnienia!

Flota Zwiadu, uszczuplona po pierwszym starciu z wrogiem, liczyła obecnie 400 
myśliwców lecących przodem, 6 lotniskowców o pustych hangarach – okrętów 
tak ażurowych, że samodzielnie niezdatnych do walki, oraz 4 lekkie krążowniki.
Lotniskowce postanowił wykorzystać do próby staranowania obcych jednostek
i jednocześnie osłonić nimi atak swoich krążowników. Wydał odpowiednie rozkazy.
Szyk ataku podzielił na cztery etapy – najpierw wroga zaatakują myśliwce – ich 
zadaniem będzie zdiagnozować pełnię możliwości szyku obronnego obcych, 
w drugiej  fali leciało 6 podzielonych na 3 pary lotniskowców, za nimi trzy 
Krążowniki, na końcu  ostatni – okręt dowodzenia, którym kieruje osobiście 
i skieruje go w najsłabszy punkt obrony obcych...

**

Pułkownik Bloom patrzył spokojnie na atak obcych, lasery myśliwców nie czyniły
żadnej szkody Tarczom Pancerników..., rozumiał też, że dobrze widoczne optycznie jednostki, mają za zadanie wysondować jego szyk i znaleźć słabe punkty...
Postanowił nie dać im tej przyjemności...
Kierując się do podoficerów na Mostku i Dowódców pozostałych Krążowników, 
wydał polecenia:
- Strzelajcie rakietami dwustopniowymi prosto w pary okrętów za falą myśliwców,
gdy je zniszczycie - strzelajcie do okrętów drugiej linii - nie mają prawa zbliżyć się
do Tarcz siłowych!”
Następnie przejął kontrolę nad Dronami Obronnymi i skierował ostrzał tysiąca z nich
na nadlatujące myśliwce..., ostrzela je tyle razy z takiej odległości, że nie ma szans,
by któryś przetrwał..., a utrata jednego tysiąca dronów nie robiła wielkiej różnicy
musiał się jednak liczyć z tym, że czarne okręty obcych też w części mogą być lotniskowcami...

 ***
Dowódca Fortów Obronnych dzięki dobrze zamaskowanym Dronom Obserwacyjnym,
oglądał starcie niemal w czasie rzeczywistym...
Podziwiał Ludzi, Pierwszą Rasę Federacji, którzy choć niegdyś, u progu współpracy,
przychodzili jako przepotężni agresorzy, dziś, bez wahania ryzykowali życiem 
dla ich rasy...
Podziwiał też szyk bojowy jakże nielicznej Floty Obronnej, a to, jak Pułkownik 
poradził sobie z pierwszą falą ataku... Zamlaskał z zadowoleniem...

 
****

Myśliwce nieskutecznie ostrzeliwujące Tarczę i osłony Krążowników, nagle zaczęły 
zmieniać się w kule ognia, oczywiście fazery i działa plazmowe generowały energie 
niewidoczne w próżni, zatem nikt nie wiedział, że został namierzony, póki nie było 
za późno. W normalnej walce kołowej myśliwiec przeciw myśliwcowi można było 
manewrować, unikać namierzenia, jednak w tym przypadku, śmierć nadchodziła 
znikąd... Oczywiście piloci wiedzieli, że to nie żadna magia, a jakieś małe jednostki, 
być może miny lub drony, jednak musiały być bardzo małe, bowiem skanery 
nie były w stanie namierzyć źródła ostrzału..., po prostu ginęli..., co gorsza, tuż 
obok nich, zaczęły przelatywać ogromne rakiety wroga w zastraszającej liczbie,
 już samo manewrowanie by uniknąć zderzeń  z rakietami było tak trudne, 
że nie zwrócili uwagi na fakt, iż między momentami przelotu rakiet i ostrzału 
z nieznanych niewielkich jednostek mijała zawsze niemal minuta... 

*****

Po dziesięciu salwach z 1000 dronów, które po przegrzaniu systemów same również
implodowały, po 6 salwach rakiet dwustopniowych z wszystkich pięciu lekkich
Krążowników Floty, gdy rozproszyły się gazy i fragmenty zniszczonych jednostek...,
pomiędzy Flotą Obronną, a Czarnymi okrętami obcych, pozostały tylko trzy 
zniszczone, podziurawione jak sito wraki srebrzystych krążowników i około 30 
myśliwców, których piloci najprawdopodobniej ciągle jeszcze próbowali dziwnymi manewrami unikać salw z dział plazmowych - nieistniejących dronów...

******

Naaka, obserwujący wydarzenia z pokładu flagowego Monitora Eskadry zmarszczył 
pysk, zazgrzytał zębami i nastroszył kolce okalające głowę niczym korona...
Czuł złość, pogardę i podziw jednocześnie.
Złość na wężowych, że zginęli nie osiągnąwszy żadnego efektu,
pogardę wobec ich marnego dowódcy,
oraz podziw dla nieznanych obcych, którzy jakże sprytnie, a zarazem skutecznie 
okazali swoje możliwości..., a były to możliwości niemałe. 
Lecz obaw nie miał żadnych Naaka, doświadczony Porucznik Armii Rookot, 
nie - on wiedział, że z posiadaną przewagą tonażu i uzbrojenia zniszczy tych
bezczelnych obcych, pokona ich forty i zdobędzie sztucznego satelitę, który
najwyraźniej pełnił rolę Kolonii, to tylko kwestia czasu...
Włączył połączenie video i zaczął wydawać rozkazy:
- Pięć Monitorów szykiem taranującym ku wrogom start! Strzelać ze wszystkiego.
Gdy cofając się dotrą do linii Fortów, musimy przeciążyć ich pola siłowe. 
Gdy osiągniecie to, Monitory mają się cofnąć. Następne zaatakują myśliwce 
Eskadry - w trzech falach po 150 maszyn. 
Celem jest dezorientacja i możliwe jak największe uszkodzenia Sztucznego Satelity
 poza strefą obrony fortów i jednostek mobilnych obcych. Potem zaatakują
Krążowniki, prowadząc ogień ciągły, do momentu wyczerpania rakiet. 
A potem..., potem zobaczymy... - tu mordę wykrzywił mu straszliwy uśmiech..., 
nie liczył, żeby było jakieś potem, przynajmniej, poza fazą zbierania jeńców 
i poboru łupów...

Flota Rookot ruszyła do ataku.

(…)

C.D.N.